|
|
| Piątek, 10.09.2010 r. |
Imieniny: Bernarda i Sobiesława |
|
|
|
Wyborcze dylematy Napieralskiego |
| Jacek Frankowski 2010-07-02 |
|
Niewątpliwy sukces Grzegorza Napieralskiego w I turze wyborów prezydenckich, 3 miejsce i ponad 13% głosów, wywołał falę spekulacji, którego z kandydatów przechodzących do II tury zarekomenduje swoim wyborcom: Komorowskiego czy Kaczyńskiego?
Analitycy, ku mojemu zaskoczeniu, skupiali się wyłącznie nad zbieżnością programów PO i PIS z SLD. Wynikało z ich wypowiedzi że jednak SLD programowo bliżej do PO, wobec czego gremialnie przewidywano przepływ większości głosów elektoratu Napieralskiego do Komorowskiego jako przedstawiciela tej partii. Kiedy indywidualne wskazania lewicowych liderów: Aleksandra Kwaśniewskiego, Wojciecha Jaruzelskiego, Wojciecha Olejniczaka czy wcześniej Włodzimierza Cimoszewicza, jednoznacznie udzielały poparcia Bronisławowi Komorowskiemu wydawało się że Napieralskiemu nie pozostaje nic innego jak przyłączyć się do tego chóru. Pan Grzegorz udowodnił jednak że jest solistą i nie wskazał żadnego z kandydatów, pozostawiając swoim wyborcom decyzję. Brawo!
W analizie skutków poparcia któregoś z kandydatów musiał Grzegorz Napieralski przewidywać jakie skutki dla SLD miałoby wygranie wyborów przez Komorowskiego, a właściwie PO.
Prowadziłoby to do marginalizacji roli SLD jako niezbędnego sojusznika PO w sejmowych głosowaniach przy obalaniu weta prezydenckiego. Dysponowanie większością parlamentarną przez koalicję PO-PSL i fotel prezydencki obsadzony przez Komorowskiego, spychałoby SLD do roli politycznego obserwatora. W interesie SLD, przynajmniej do końca obecnej kadencji sejmu, w rzeczywistości leży wygrana Kaczyńskiego. Tylko o tym Napieralski nie mógł w sposób otwarty powiedzieć swojemu elektoratowi. Czy Jego wyborcy z szeregu zwolenników SLD to zrozumieją? Jestem pewien że nie. Ale ostatnie oświadczenia Kaczyńskiego obrazujące zmianę Jego oceny lewicowej strony sceny politycznej, robią wrażenie. Nawet jeśli nie wystarczą do przesądzenia o wynikach wyborów II tury to otwierają drogę do przyszłej współpracy, nie zdziwiłbym się jeśli nie koalicji, jeszcze niedawno wrogich sobie obozów PIS i SLD. Cóż historia zna większe metamorfozy.
|
|
|
|
|
| |
|
|
|
|
|
|